Jesteś bardzo nietypowym aktorem. Wszyscy nasi wielcy – gwiazdy teatru i kina – mają w sobie pewien ład, wiemy, czego się można po nich spodziewać. Ty masz jakąś szokującą
nieprzewidywalność, nieobliczalność...
Nie lubię się nudzić. Nienawidzę rutyny. Gdy rozmawiam ze studentami, prowadząc zajęcia w krakowskiej szkole teatralnej, mam wrażenie jakbym sam dopiero skończył szkołę. Nie czuję upływu czasu. Trzydzieści kilka lat temu, gdy zaczynałem być aktorem, patrząc na niektórych starszych kolegów, myślałem: "Panie Boże, spraw, żebym po trzydziestu latach w tym zawodzie nie wyglądał jak oni! Żebym nie szukał krzesła, na którym można usiąść..." Aktorstwo jest najgłupszym, najsmutniejszym zajęciem na świecie, jeżeli nie ma się czegoś do przekazania i jeżeli wykonuje się go bez pasji.
Ale ty masz naturę człowieka pełnego pasji, to
twoja uderzająca cecha. Nawet teraz, gdy
rozmawiamy, wkładasz w to pasję...
Nie potrafiłbym żyć, chodząc regularnie, jak w
zegarku, do pracy. Dlatego zrezygnowałem z etatu
w teatrze. Patrzyłem na aktorów, którzy od 40
lat przychodzą do tej samej garderoby, do tego
samego teatru jak do biura, znają każdy kąt,
odbywają próby, idą na obiad, wracają na
spektakl i tak w kółko.... Ja muszę próbować
wciąż czegoś nowego. Świat jest tak bogaty, że
nie można się zamknąć w jednej życiowej roli!
Byłeś pilotem szybowcowym, skakałeś ze
spadochronem, żeglowałeś, jeździsz na nartach,
piszesz książki kucharskie, grasz na
saksofonie... Wciąż szukasz...
Jak powiedziałaś, moje role, także
te życiowe, są nieprzewidywalne. Patrzę wokół
siebie, na ludzi, czerpię z własnych
doświadczeń, a wydaje mi się, że przeżyłem
bardzo dużo. Np. mówię studentom: "sztuki
aktorskiej nie można się nauczyć. Wcześniej
trzeba dotknąć życia, poczuć się wolnym. Dopiero
wtedy można próbować być aktorem".
Mam uczucie, że pomimo skończonych 58 lat, nie
czujesz się człowiekiem już spełnionym, ale
takim, przed którym wszystko wciąż stoi
otworem...
Tak. Obracam się raczej w kręgu
rzeczy jeszcze nie zrobionych niż dokonanych.
Wierzę, że jeszcze dużo zrobię. Szukam przygody.
Każde moje spotkanie z rolą to przygoda. Gdyby
spojrzeć na moją artystyczną biografię, to w
porównaniu z innymi aktorami niewiele zrobiłem.
Dużo ról odrzucam.
Jakich?
...które z mojego punktu widzenia
są nieciekawe lub już je grałem. Np. po
Wierchowieńskim reżyserzy ciągle proponowali mi
podobne role. A ja chcę być aktorem
eklektycznym, bo prawdziwy człowiek zawsze jest
eklektyczny. I musi wciąż rozglądać się wokół,
wtedy może uda mu się zrozumieć ciut-ciut z
tego, co dzieje się w świecie i w ludziach.
Bez próby zrozumienia człowieka nie można być
aktorem.
Próbowałeś w życiu wielu rzeczy. Żyjesz bardzo
intensywnie. Nawet występowałeś w "Przekroju"
jako model Basi Hoff. Prowadziłeś program o
gotowaniu, a potem swój talk-show, w którym
przytłoczyłeś wszystkich rozmówców swoją
osobowością...
Napisałem też książkę m.in. o
gotowaniu "Pszoniak and company" wydaną przez
Noir sur Blanc. Piszę wiersze. W latach 60.
należałem do Koła Młodych Literatów w Krakowie,
u Adama Włodka, m.in. razem z Ewą Lipską i
Michałem Sprusińskim. Mam zamiar wydać kolejną
książkę, tym razem o aktorstwie... To, że
poważnie zajmuję się aktorstwem, wynika w sposób
naturalny z tego, że przebywam z mnóstwem ludzi,
dużo jeżdżę, a to mi daje możliwość
obserwowania. To, co zaobserwuję, mogę czasem
wnieść do postaci, którą gram.
Nie tracisz ciekawości życia, w miarę jak upływa
czas, choć jest to przypadłością większości
ludzi, którzy przekroczyli wiek średni.
Moment, w którym stracę tę
ciekawość, będzie moim końcem. Aha, odnawiam
właśnie papiery pilota...!
A ty nie jesteś trochę wariat?
Chyba nie. Jestem psychicznie
zrównoważony. Ale lubię życiowy płodozmian.
Przy całej swej zmienności masz jednak coś
stałego: na przykład twoje małżeństwo, które
trwa od lat...
Mam fantastyczną żonę. To ona
tworzy mi dom. Życie aktora jest trudne, nie
tylko gdy zmaga się z materiałem, ale również
kiedy nie ma roli. To są ogromne psychiczne
obciążenia. Dlatego dom jest dla mnie niezwykle
ważny.
Dom to miejsce czy osoba?
I miejsce, i osoba. Dom to Paryż,
Warszawa, w tej chwili Kraków. Mam dom w różnych
miejscach. Ale zawsze najważniejsza jest osoba.
Dlaczego odżegnujesz się od zawodowstwa,
upierasz się, że jedynie bywasz aktorem, tak jak
Norwid twierdził, że poetą się nie jest, poetą
się bywa....
...nie lubię zawodowych Polaków,
zawodowych żydów, zawodowych księży i
zawodowych aktorów. Nie lubię zawodowych
psów, zawodowego mężczyzny ani zawodowej
kobiety, itd. Sam nie jestem zawodowym
aktorem. Za każdym razem zaczynam od nowa.
Uważam, że to chroni mnie od rutyny. Może
dlatego ludzie chcą mnie jeszcze oglądać.
A jednak za każdym razem, niezależnie od tego, o
co pytam, powracamy do aktorstwa...
Bo widocznie taki jestem
potrafię wyrazić się w aktorstwie. W sztuce
aktorskiej są fascynujące chwile, których nic
nie zastąpi. Jeżeli naprawdę dotknie się istoty
sztuki aktorskiej, to się doświadcza czegoś
wspaniałego. Ale poza tym jest jeszcze życie.
Aktor, czy ma natchnienie, czy nie, musi grać.
Staje przed widzem i musi dać z siebie wszystko,
niezależnie od nastroju i własnych problemów.
Prawdziwy aktor nie interesuje się sobą, lecz
innymi. Tylko wtedy bycie aktorem jest piękne. W
przeciwnym wypadku jest to najgłupsze zajęcie na
świecie.
Jesteś aktorem, który chroni swoje nazwisko.
Większość aktorów goni za kasą...
Jako student i początkujący aktor
byłem biedny. Opowiem ci anegdotę: mam 41 numer
nogi. Nie stać mnie było na buty, więc nosiłem
buty starego, zmarłego aktora, o numerze 44 i
tak człapałem po mieście. Pensja wystarczała mi
na kilka dni. I choć już w PRL-u były okazje do
chałtur, nie brałem się za nie. Dorabiałem jako
pomocnik zaopatrzeniowca, myłem okna, strzygłem
psy, zbijałem skrzynki, pracowałem w rzeźni...
Uważałem, że to mnie nie zniszczy jako aktora.
Nie miałem pieniędzy, ale miałem szczęście. I
wreszcie Wajda zaproponował mi rolę Jezusa w
filmie "Piłat i inni" realizowanym w Niemczech.
Pracowałem za ówczesne zachodnioniemieckie
stawki. Zarobiłem mnóstwo pieniędzy. Kupiłem
sobie wtedy fiata. Wówczas prawie nikt nie miał
takiego samochodu. Gdy zostałem bez pieniędzy
zamiast grać byle co i w byle czym - po prostu
sprzedałem to auto. Ostatnio odniosła triumf w
Paryżu sztuka Atelier Jeana Claude Grunberga,
w której zagrałem główną rolę. Dzień w dzień
pełna sala na 650 miejsc. Ale 298 razy grać tę
samą rolę...!? Więc gdy zaproponowano mi tournée
z tym spektaklem po Francji - odmówiłem.
...bo jesteś zachłanny na życie, a nie na
pieniądze?
Mam słabość do dobrego jedzenia,
dobrego wina, podróży, książek... Nie potrzebuję
jednak najnowszego modelu rolls-royce'a. Ktoś
kiedyś spytał pewną arystokratkę: "Czy pani jest
bogata?" Ona na to: "Pyta pan, czy mam
pieniądze, czy jestem bogata? Bo to nie to
samo" Ja w tym sensie jestem bardzo bogaty. Ale
w życiu trzeba też mieć szczęście. Jak na
przykład Wajda. Cały dzień leje, on chce kręcić
o 17, w pełnym słońcu - i o 17 słońce wychodzi.
Wajda kończy scenę, znów zaczyna lać.
Uważasz, że masz szczęście?
Tak.
Pytam, bo wielu ludzi, którzy je mają, nie
umieją go docenić.
Znam ludzi, którzy mając 35 lat,
uważali się za starych. A Miłosz mówi o sobie,
że jest wiecznym chłopcem. Wieczny chłopiec jest
wiecznie czegoś ciekawy.
To ja jestem ciekawa, co teraz robisz?
Jestem w trakcie pisania
scenariusza do swojego filmu. Na podstawie
opowiadań Andrzeja Romana. Od lat namawiano
mnie, żebym zajął się reżyserią. Czekałem na
temat. I znalazłem. Jego opowiadania są
doskonałe. To współczesne nowele. Oprócz tego
reżyseruję dwie sztuki: Różewicza i Atelier
Grunberga dla Teatru Telewizji. I pracuję nad
książką o aktorstwie, której nie mogę skończyć,
i nad jeszcze jedną, taką trochę wspominkową,
trochę refleksyjną, trochę anegdotyczną.
Jak radzisz sobie z tyloma rzeczami naraz?
Ponieważ jestem człowiekiem źle
zorganizowanym, muszę mieć wokół siebie
zorganizowany świat. Aktorstwo organizuje mi
życie. Ale każdy dzień jest za krótki.
Masz poczucie, że brakuje ci czasu?
...i że za mało zrobiłem. To, co
Bóg mi dał, wykorzystałem w 20 procentach. I tu
mam poczucie winy.
Rozmawiała Dorota Terakowska
|