recenzje
opinie
wywiady
komentarze
listy czytelników
Dorota Terakowska - spis treści



Poczwarka
Poczwarka
Półka z książkami w pokoju Ewy - który miał być ich małżeńską sypialnią, ale Adam przeniósł się do gabinetu - zaczęła wypełniać się nowymi lekturami. Początkowo, gdy jeszcze urządzali ten dom, Ewa kupowała tylko takie książki, jakie chciał Adam: miały pasować do wnętrza. To dekorator, za niemałe pieniądze, określił, co pasuje, a co nie.
- Proszę kupować książki w podobnych formatach, inaczej okładki będą brzydko wystawać. Nie powinny mieć jaskrawych okładek, bo zepsują kompozycję. Pasują kolory rozbielone, minimalizm kolorystyczny, pani wie...
Ewa nie wiedziała, ale w księgarniach posłusznie szukała dzieł uzupełniających kompozycję wnętrz. Tylko czasem zwracała uwagę na tytuł, niekiedy na autora. Zdarzało się, że do wnętrza pasowała książka, którą przeczytała z przyjemnością, ale częściej to, co naprawdę chciała czytać, chowała pod poduszkami obszernej kanapy (z rozbielonym błękitem obicia), bo okładka zakłócała harmonię.
Adam i Ewa budowali swoje życie według starannie ustalonych reguł. "Nasz mały, rodzinny biznesplan", śmiał się Adam. Najpierw musieli się upewnić, że zawodowo on idzie w górę, a potem, że stał się cenny dla headhunters, łowców głów w branży informatycznej, i że nie tylko będzie w zarządzie, ale ma szansę zostać wiceprezesem. A może prezesem, jeśli Amerykanie mu zaufają?
Gdy wartość Adama wzrosła, mogli nie tylko zmienić samochód, ale i zacząć budowę domu. Dom był "pod klucz", wykonany przez godną zaufania firmę, ale to oni decydowali o rozkładzie wnętrz. Duży hol, wspólna sypialnia, pokój dzienny, pokój dla niespodziewanych gości, jadalnio-kuchnia, gabinet Adama, salon, dwie łazienki - i pokój dla dziecka. Piwnica i strych. Parter, piętro i poddasze. Pojawiła się mistrzyni feng shui, i to ona - także za spore pieniądze - przesądziła, że w prawym górnym rogu domu będzie sypialnia, co zagwarantuje długie i szczęśliwe pożycie, a w lewym gabinet Adama, co wywrze pozytywny wpływ na jego pracę zawodową i interesy.
- Bogactwo dla domu - mówiła, zwracając uwagę, by obrotowy fotel nie stał do drzwi tyłem, lecz bokiem. Wesołe kolory pojawiły się jedynie w pokoju dziecinnym, co miało ulec zmianie, gdy dziecko podrośnie, po to aby i ono kształtowało sobie dobry gust. Ewie i Adamowi spodobała się ta, początkowo jedynie narzucona, estetyka minimalizmu: minimum koloru, minimum mebli, dużo jasnej, wolnej przestrzeni. Każdy, kto ich odwiedzał, był zachwycony, choć niektórzy czuli się nieswojo, biorąc do ręki kieliszek czerwonego wina czy filiżankę kawy. Było jasne, że jedna kropla strącona niechcący na beżowy dywan czy śmietankowe obicia krzeseł zepsuje cały efekt. Nawet Ewa wolała pić kawę w kuchni niż w salonie.
Oczywiście, że zbyt kolorowe grzbiety książek zniszczyłyby wypracowaną starannie urodę wnętrza. Trzeba też było pozbyć się różnych pamiątkowych przedmiotów, nawet jeśli je lubili. Siedem zielonych malachitowych słoni "na szczęście", prezent z czasów narzeczeńskich, powędrowało na strych, gdzie wyniosła się także "kolekcja kiczu", jak ją nazywała Ewa. Były tu zabawne porcelanowe bibeloty odziedziczone po babci (tancerka z wachlarzem, para angielskich chartów, miniaturowe naczyńka, białe i łaciate koty), bogaty zestaw jarmarcznych drewnianych ptaków, kolorowe kulki, zegar z kukułką, gitara Adama z czasów studenckich, dwa podkoszulki z twarzą Toma Waitsa, zestaw kompaktów z muzyką, którą dawniej lubili (patos zakonserwowany w "The Wall" Pink Floydów, schrypnięty, zatrzymany na kasecie głos tragicznie zmarłej Janis Joplin, King Crimson z najlepszego okresu). Były tu także cztery potężne pudła pamiątek z okresu młodzieńczego, z czasów studenckich, z czasów narzeczeństwa - i ze starego mieszkania. Wszystko to znalazło teraz miejsce na strychu, gdzie minimalizm i feng shui nie obowiązywały.
Pewnego dnia Adam starannie podliczył w komputerze ich, jak to nazwał, "pasywa i aktywa" i powiedział: - Możemy sobie pozwolić na dziecko. Adam miał 37 lat, Ewa 35. I urodziła się Myszka.



Poprzednia strona