recenzje
opinie
wywiady
komentarze
listy czytelników
Dorota Terakowska - spis treści



Poczwarka


Dorota Terakowska
Krzysztof Lisowski, poeta,
rozmawia z Dorotą Terakowską:

Stwarzanie świata

1/ Dotąd byłaś postrzegana jako przedstawicielka literatury nurtu fantasy, kierująca swoje kolejne powieści do młodzieży, nastolatków, ale to błędne zaszufladkowanie, bo dobrze wiemy, że masz i inną publiczność, dorosłą, w różnym wieku. Teraz napisałaś nową p owieść pt. "Poczwarka" i jej adresatem - wydaje się - jest "elektorat" dorosłych, kobiet ? Zadajesz więc kłam stereotypowi myślenia o swoim pisarstwie ?

Tylko pierwsze trzy książki można zaliczyć do fantasy: "Władcę Lewawu" i "Lustro Pana Grymsa", napisane rzeczywiście dla dzieci i "Córkę czarownic" - już dla wszystkich. Poczynając od "W krainie Kota" to się zmienia. Zofia Beszczyńska w "Nowych Książkach" napisała, że jest to już mój własny gatunek. Ewa Nowacka, przy okazji recenzowania, też dla "Nowych Książek", powieści "Tam gdzie spadają anioły", zaprotestowała dla odmiany przeciw próbom porównywania mnie z Josteinem Gaarderem i też podkreśliła, że idę odrębną ścieżką. To mnie też ucieszyło, bo nie chcę być niczyim naśladowcą i przede wszystkim cenię oryginalność. Prof. prof. Alicja Baluchowa i Stanisław Balbus, każde na własną rękę, nazywają to, co piszę, "metafizyczną fikcją", i to określenie mi się podoba. Ale "Poczwarka" to zarówno powieść współczesna, jak i metafizyczna, jest w niej jedno i drugie: codzienne życie dziewczynki chorej na Downa - i jej niecodzienne wizje, ten wewnętrzny świat o którym nie mamy pojęcia. Skoro nie wiemy, co tkwi w takim dziecku, mam prawo to sobie wyobrazić. Od trzynastu lat, rok w rok, na wakacjach, obserwuję przez płot dziewczynkę z porażeniem mózgowym, która tkwi uwięziona w fotelu inwalidzkim, nie chodzi, nie mówi, nie słyszy. I widzę zza tego płotu, jak nagle wznosi oczy ku górze, macha rękami, jak ptak, głośno się śmieje i wydaje nieartykułowane dźwięki. Sprawia wrażenie, że kogoś widzi, słyszy i z kimś rozmawia. I ja wiem, że ona może widzieć i słyszeć wszystko. Próbuję to WSZYSTKO opisać.... Mówisz, że to książka "dla kobiet"? Brzmi to tak, jakbym co najmniej napisała romansidło, a "Poczwarka" jest od romansidła bardzo odległa. Za to niewątpliwie w tej powieści pojawiają Kobieta i Mężczyzna, Ewa i Adam, i z nich dwojga silniejszą i wartościowszą jest kobieta. Rozumiem, że mężczyźnie, czyli tobie, to wystarcza, żeby książkę zaszeregować jako "powieść dla kobiet", lub wręcz jako prozę feministyczną. Proszę bardzo, mi to nie przeszkadza. Nie, nie zmieniam adresata, moim zdaniem konsekwentnie idę pewną drogą, a że ona prowadzi mnie nieuchronnie coraz dalej, że moi bohaterowie zmieniają się razem ze mną, to dość oczywiste. Przecież nie będę dreptać w miejscu...?

2/ Temat Twej książki łatwo określić czy streścić - choroba w "modelowej", nowoczesnej rodzinie: dziecko z zespołem Downa, które zaburza - mówiąc okrutnie - życiowy biznesplan. Znacznie trudniej ogarnąć bogactwo pojawiającej się tu problematyki, gorących tematów do dyskusji. Wina i odkupienie, kalkulacja i wiara, miłość i odrzucenie, fantazja i rzeczywistość, a raczej wielokształtność rzeczywistości...

Nie umiem prosto odpowiedzieć na pytanie o czym jest ta książka. Ona jest chyba zbyt złożona, żeby streścić ją w paru zdaniach. W dodatku każdy z czytelników widzi w niej coś innego. Dla jednych jest to historia rodziny, w której rodzi się dziewczynka z Downem. Dla innych to opowieść o świecie Barbie i Kena, do których coraz bardziej się upodobniamy - Barbie ma dom, szafę pełną ubrań, konia, auto, i szalenie nas przypomina w manii gromadzenia dóbr, prawda? Dla części czytelników najważniejszy jest jednak wewnętrzny świat Myszki - dziewczynki z Downem. Prof. Baluchowa nazwała tę książkę "nowym Genesis", gdyż Myszka bierze udział w stwarzaniu świata. Początkowo składa ten świat z puzzli, które są elementami śmietnika informacyjno-konsumpcyjnego, jakim jest nasza rzeczywistość, ale potem świat Myszki cudownie się oczyszcza. Oczywiście, nie sam z siebie. Ale nie będę streszczać książki...

3/ Jak i wcześniej otwarcie mówisz o cierpieniu, sprawach trudnych, z drugiej strony niezwykle ważna wydaje się w tej prozie potrzeba marzenia, cudowności, istnienia światów "równoległych"...

Świat Myszki nie jest światem równoległym. Owszem, ona tkwi w paru światach naraz, ale one nie są równolegle -jej dom, mama, tata, świat zewnętrzny, czyli nasz, i strych, na którym nagle pojawia się Nieskończoność. Światy równoległe to specjalność fantastyki, a ta książka nie jest powieścią fantastyczną. Skądinąd nie wiem jak ją nazwać, może rzeczywiście "metafizyczną fikcją", choć tylko w części, bo w swojej podstawowej warstwie to jest po prostu współczesna proza. Ba, ja tu przecież - ustami moich bohaterów - rozprawiam o genetyce...! Gdy pisałam "Poczwarkę", nagle gazety triumfalnie oznajmiły, że jesteśmy o krok od odkrycia genomu człowieka. Clinton z dumą obwieścił, że "poznaliśmy język Boga". Musiałam zadać sobie pytanie, czy - skoro będziemy zdolni do sterowania genetyką i na świat będą przychodzić istoty doskonałe - czy taki świat, z doskonałymi ludźmi, też będzie doskonalszy? Musiałam wprowadzić ten wątek do powieści. Musiałam wyrazić, ustami jednego z bohaterów, że jeśli Bóg jest, to jego języka raczej nie poznamy za sprawą nauki, bo to byłoby za proste, mimo skali odkrycia.

4/ To bardzo wciągająca proza, czyta się jednym tchem, również działająca silnie na uczucia - wzruszająca, niemal nakazująca czytającemu wyraźne opowiedzenie się "za" lub "przeciw" konkretnym osobom, ich reakcjom, postawom. Ale Twoja metoda sięga dalej - prowokujesz do pytania, "jak ja bym się zachował/zachowała w podobnej sytuacji".

Pisząc "Poczwarkę" wchodziłam w skórę wielu moich bohaterów i za każdym razem bardzo źle się w niej czułam. Nie umiałabym odpowiedzieć, jak j a bym się zachowała i może z powodu tej niepewności, niewiary we własne siły i we własną szlachetność, umiałam wiarygodnie opisać emocje rodziców dziewczynki, te na dobre, i te na złe. Gdyby tkwiły we mnie wyłącznie szlachetne uczucia i pewność, że ja sama umiałabym sprostać takiej sytuacji - to może ja byłabym lepszym człowiekiem, ale ta książka byłaby gorsza. Budowałam tę powieść z własnych lęków i wątpliwości wobec siebie, myśląc o swojej ułomności. Matka Myszki - dziewczynki z Downem, w pewnej chwili tak myśli o swoim mężu: "To nie Myszka jest niepełnosprawna, to on..."

5/ Ale też "Poczwarka" - już sam tytuł niesie co najmniej dwa sensy, dwa znaczenia - to proza przewrotna: przez chwilę wydaje nam się, że już wiemy, co będzie dalej, ulegamy myśleniu schematycznemu, a Ty rozmyślnie burzysz ten schemat, bohaterowie dojrzewają, podlegają zaskakującym metamorfozom. ..

Gdyby bohaterowie nie dojrzewali, to by znaczyło, że ja sama nie dojrzewam, stoję w miejscu jako pisarka. Dla mnie metamorfozy moich bohaterów nie są zaskakujące, lecz naturalne, choć patrząc na reakcje dotychczasowych czytelników - widzę, że jednak ich zaskoczyłam...I tu się cieszę. Książki powinny być zaskakujące.> 6/ Może to zabrzmi dziwnie, ale nadal twierdze, że to jest - dla mnie- szczególnie nacechowana proza "prokobieca" i raczej "antymęska". To pewnie specjalnie wkalkulowana tu prowokacja?! Mężczyzna okazuje się mniej uczuciowy, egoistyczny, ograniczony, zapatrzony w swoje zimne kalkulacje: kobieta - wspaniałomyślnie otwarta na cierpienie, gotowa do poświęceń...

A gdyby było na odwrót, to co? Byłaby to wówczas proza "antykobieca"? Mogę się z tobą założyć, że wtedy byłbyś zdania, że wszystko jest w porządku, że tak ma być, że to jest "normalnie"... Patrz, jakie stereotypy w nas tkwią....

7/ Ty sama jako autorka jesteś otwarta na nowinki dotyczące Internetu, odkrycia w dziedzinie genetyki, nowości w stylu życia, psychologii zbiorowej - i Twoja powieść jest także przez to "współczesna", że stanowi przegląd tych nowości z przełomu tysiącleci, które przy wszystkich dobrodziejstwach niosą określone zagrożenia...

Ja mam, w sposób naturalny, taką cechę, że choć już jestem niemłoda, to nie oglądam się wstecz, nie ograniczam się do wspominania tego, co przeżyłam, choć miałam bardzo ciekawe życie, ale jeszcze wciąż jestem wychylona ku przyszłości. Szalenie ciekawi mnie 21 wiek, to co będzie, a nie tylko to, co było. Internet to dla mnie nie "nowinki", tylko jeden ze sposobów na poznawanie świata, na kontaktowanie się z mnóstwem nieznanych mi ludzi. Znam jeszcze świat gier komputerowych - gdyż sama w nie grywam - i on też bardzo dużo mi mówi o tym, jacy jesteśmy. Wyznam, że gry komputerowe nie wystawiają nam najlepszego świadectwa... Te gry, które są "na topie", jawnie promują brutalność, okrucieństwo, nietolerancję wobec "Obcych". A pewnego dnia ten "Obcy" z gry staje się Obcym z naszego świata: każdym, kto myśli inaczej, niż my, w coś innego wierzy, jest innej rasy.... Najlepszego świadectwa nie wystawia nam też to, co lubimy w telewizji czy w kinie. A nawet w książkach. W "Poczwarce" też o tym piszę, bo moja Myszka, jak odkurzacz, początkowo chłonie tylko to, czym żyją jej rodzice. A zanim się od tego uwolni...No, ale nie będę, jak już mówiłam, streszczać powieści.

8/...Czyli nadal Twoje książki pomagają młodym i dorosłym ludziom stawiać pytania - te najtrudniejsze, metafizyczne, dotykające spraw ostatecznych ?

Żyjemy między innymi po to aby szukać i stawiać pytania, a w o wiele mniejszym stopniu po to, aby coś znaleźć i otrzymać odpowiedzi. Moim zdaniem literatura to sztuka szukania i zadawania pytań. Pisarz nie jest od udzielania odpowiedzi i rozstrzygania wątpliwości, on raczej powinien te wątpliwości mnożyć. A w pewnym momencie życia -i być może właśnie się w nim znalazłam - te pytania zaczynają dotykać spraw ostatecznych.

9/ Przywołujesz tu "Księgę Rodzaju". Skąd zrodził się pomysł zestawienia Biblii z naszą współczesnością ?

Ciekawe pytanie...W większości domów naszego katolickiego kraju jest Biblia, ale również w większości tych domów nikt do niej nie zagląda. Ona sobie po prostu jest, bo wypada, żeby była. Ponieważ szukam, mam mnóstwo wątpliwości i mnóstwo pytań, to czasem do niej zaglądam. A Księga Rodzaju? W końcu my też codziennie stwarzamy ten świat, wciąż i wciąż na nowo, więc porównywanie wydaje się uzasadnione. Ale niczego nie wartościuję. Pokazuję tylko, że istnieje wielość możliwości stwarzania.

10/ Przesłanie "Poczwarki" jest jasne i budujące, ale przecież, nie zdradzając szczegółów, jest to happy end "wyższego rzędu", może nie dla każdego łatwy do przyjęcia ?

I patrz jak ciekawie sobie zaprzeczyłeś: w powieściach "dla kobiet" musi być wyraźny happy end. A tutaj go nie ma, choć jest w zamian coś innego, owszem. W życiu też rzadko zdarzają się "czyste" happy endy, może dlatego ja wolę inne zakończenia lub jeden wielki znak zapytania. Jak na razie każdy z moich czytelników mówi coś innego o tym zakończeniu. Wszystkim wydaje się ono zaskakujące, ale niektórym jednak "szczęśliwe"...hm... Sama nie wiem...A poza tym...myślę, że mamy ostatnio za dużo literackich hamburgerów: skonsumować, strawić i wyrzucić z pamięci - i niektóre książki powinny nas trochę zaboleć.


Gazeta Wyborcza
8 marca 2001


Kolejny wywiad