recenzje
opinie
wywiady
komentarze
listy czytelników
Dorota Terakowska - spis treści



Poczwarka

Pilch o "Poczwarce"

("Referat" wygłoszony przez Jurka Pilcha w trakcie spotkania promocyjnego w dniu 8 marca w Domu Literatury w Warszawie)

Podstawowy problem z tą książką jest taki, że jest to książka do płaczu. Płacz, szczery i serdeczny płacz jest w centrum tej książki, płacz jest w centrum jej odbioru. Kto historię Myszki przeżywa, nie przeżywa jej wbrew pozorom jednym tchem, ponieważ w trakcie lektury zapłacze. Jak powszechnie wiadomo, płacz nie jest cechą odbioru wielkiej literatury, a nawet przeciwnie - płacze się przy sztuce popularnej w kinie, które jest iluzorycznym kunsztem, przy lekturze spraw tandetnych i sentymentalnych. Nie wyczerpuje to jednak sprawy i choć wzruszenia (płaczu), które książka Doroty Terakowskiej budzi, nie zamierzam pogłębiać, uwznioślać i umetafizyczniać - oddałbym tej historii niedźwiedzią przysługę - nie od rzeczy wydaje mi się sformułowanie pewnej uwagi metodologicznej, która brzmi: płacz płaczowi nie równy.
Czy książka pt. Historia płaczu, dzieło opowiadające o roli płaczu w historii, o wielkich płaczach indywidualnych, o płaczu np. romantyków, a także po prostu o motywie płaczu w kulturze, czy dzieło takie istnieje? Nie mam zielonego pojęcia. Nawet jeśli istnieje, to i tak uważam, że to ja pierwszy na ten pomysł wpadłem. Z rozmaitych podziałów i typologii płaczu podział na płacz wysoki i płacz niski wydaje się oczywisty. W języku rosyjskim jest określenie s'lioznyj cziełowiek, co nie oznacza beksy czy płaczka, ale człowieka skłonnego do łez, płaczącego w sprawach ważnych i płaczem swoim artykułującego nie swój upadek emocjonalny, ale właśnie powagę i siłę wzruszenia.
Toteż jest i literatura płaczliwa i literatura płaczu. Są wyciskacze łez, których sama prosta mechanika jest tak zbudowana, że po prostu drażni gruczoły łzowe i są książki takie jak Poczwarka, książki wzruszenia ostatecznego i płaczu wysokiego. Oczywiście zarzut, że zmontowała wyciskacz łez właśnie Terakowską spotka niechybnie. Nie trzeba wielkiej przenikliwości, by przewidzieć, że książkę Terakowskiej czeka znaczny sukces czytelniczy i kontrowersyjny odbiór recenzencki, bo przecież nie krytyczny. Jeśli idzie o krytykę, o recenzentów, sama sobie autorka winna. Nie trzeba pisać książki fascynującej, wzruszającej i uwodzącej. Recenzenci, zwłaszcza recenzenci o plugawych i rozpustnych życiorysach, nie lubią być uwodzeni. Inaczej, uwielbiają być uwodzeni, ale uwielbiają nazajutrz po przebudzeniu udawać dziewictwo i twierdzić, że żadnego uwiedzenia nie było. Toteż (...) lektura recenzencka Poczwarki będzie taka, że czytał ją będzie jeden z drugim z zapartym tchem, z zachwytem i ciekawością, z płaczem, po dojściu zaś do ostatniej strony i po dojściu do przytomności, twierdził będzie jeden z drugim, że żadnego zapartego tchu, płaczu i ciekawości nie było, że autorka na niskich żeruje instynktach, że szantażuje tematem z definicji tragicznym, że więcej tu publicystyki niż prozy itd.
Dopnę rzecz do końca i powiem: kto wie, kilka lat temu w poprzednim wcieleniu albo w jednym z poprzednich wcieleń, w innym kontekście życiowym, a także towarzyskim, kto wie może sam o książce takiej jak Poczwarka napisałbym bezlitosny tekst, jakby mi się zdawało, pt. np. Literatura specjalnej troski. Dziś mam niezbicie tę pewność, że moim obowiązkiem i moją ochotą jest ochota pomocy. Chcę zdać sprawę z mojego zapartego tchu, z mojej ciekawości i z mojego płaczu. Biedna Myszka nie nadaje się do naszego świata (...) i stwarza swój świat, pewnie od naszego lepszy. W tym zresztą sensie niektóre zamiary Terakowskiej są dość - trzeba powiedzieć - bezczelne. Terakowska nie tylko na schemacie biblijnej księgi Genezis się opiera, ale w pewnym sensie swoją książką Genezis pisze. Powiedzmy, że jest to z jednej strony paradoksalny, ale jednak ukłon w stronę literatury popularnej. Biblia jest w końcu najbardziej popularną książką świata. Z drugiej strony ostateczny efekt pisarski jest tu taki, że młodzieńczą bezczelność autorki nazwać można pisarską brawurą. Myszka i fantastyczny, w każdym tego słowa znaczeniu, świat odchodzą. Nawet ten nieszczęsny tatuś, w którego postawę zresztą, jak sadzę, autorka nie zawsze świadomie wpisała pewne wartości kompozycyjne (np. na początku jest tak wstrętnym, że nie podobna nie posądzić autorki o pewne - delikatnie mówiąc - ułatwienia pisarskie). Z drugiej strony jest w tym niezamierzony jednak sygnał zakończenia: ten buc niewątpliwie musi być sprawcą dziecka poszkodowanego na umyśle. Ale Myszka, rzecz jasna w tym znaczeniu swojej inności, wie o wiele więcej, jest inna, tyle że tak jak każdy przemija. Nad czym płaczemy? Nad chorobą i losem Myszki. Skądże Terakowska, nie stroniąc od naturalizmu, umie tak główne dolegliwości Myszki opisać, że jest ona cały czas na pewien sposób naturalna i na wskroś człowiecza? Śmierć Myszki opłakujemy, bo choć jej życie wedle naszych kategorii straszne by było, szkoda jej, i szkoda, że umarła. Terakowska opowiada historię nie o chorobie, ale przede wszystkim o przemijaniu, a też o nas. Chaotyczna, nie uporządkowana i poruszająca opowieść Doroty ma w sobie wielką oczyszczającą moc. Jej chaos i nieporządek to jest chaos żywiołu opowieści, która nie zważa na szczegóły, bo ma ważną rzecz do powiedzenia. Płacz w trakcie tej lektury to jest płacz ważny. Bóg zapłać za ten płacz i za to wzruszenie.


Czytać ciałem

Dorota napisała książkę, którą ogarnęła wszystko! Teraz możliwy jest tylko apokaliptyczny potop...
A o czym jest ta książka? - zapytał głos z tyłu (siedziałam zagłębiona w fotelu i jednym tchem czytałam Poczwarkę).
- O stworzeniu świata przez Boga, który w mitycznym odruchu kreacji stwarza i poprawia światy bez końca. Czytam - pomyślałam sobie - nową Księgę Genesis , w której objawia się także twórcza intuicja człowieka: autora - stwórcy.
A więc nie jest to - ucieszyłam się z rozpoznania jej głębi - książka o dziewczynce z ciężkim zespołem Downa, która niby poczwarka telepie się w skorupie ciała, walczy z ociężałością powiek i nóg, ciemną plamką w mózgu i ślinotokiem. Odrzucona i przygarniana wielokrotnie przez bliskich pragnie wyrazić swoje jestestwo w tańcu niby motyl... Ona to, tylko ona jako Dar Pana potrafi usłyszeć jego Głos idoradzać mu poprawki: "Trawa nie może być fioletowa" - mówi po prostu. A Głos jej słucha, składa i rozkłada elementy i skrawki, zmienia kontury i kształty, tworząc według zaleceń Myszki nowe fascynujące całości.
Misterium to dokonujące się na strychu prowadzi do Ogrodu. W Ogrodzie zaś, jak w prawdziwym Raju, pojawia się Wąż Kusiciel i życzliwy Przewodnik, którego głos miesza się z Głosem. I on wskazuje Drogę. Ale droga Myszki jest ciężka i raczej ociężała (można ją wyczytać z cytowanych książek medycznych informujących o chorobie DS i przygniatających czytelnika).
Pierwszy raz w życiu zareagowałam na lekturę ciałem - jak dziecko: po przeczytaniu książki nie mogłam wydobyć się z fotela. Czułam się ciężka, splątana, osaczona jak poczwarka, którą każdy z nas był, jest lub będzie.

Kraków, 17 listopada 2000 r. Alicja Baluch




Poczwarka Doroty Terakowskiej rozeszła się przed oficjalną premierą w nakładzie 10 tys. egzemplarzy. Pisarka pięknie opowiedziała historię matki zajmującej się dzieckiem z zespołem Downa. Jest to książka nie tylko o "dziecku gorszego Boga", lecz także o prawdziwej miłości, która nie stawia warunków. Pokazuje jak trudno zburzyć mur obcości, wyrosły pomiędzy człowiekiem a jego własnym dzieciństwem. Książka skierowana jest do ludzi dorosłych, a zwłaszcza do mądrych i myślących kobiet. Poczwarka poruszy wyjątkową tematyką i niespotykaną wrażliwością autorki.
Na podstawie rewelacyjnych wyników sprzedaży i pozytywnych reakcji wielu hurtowników i księgarzy można mieć nadzieję, że jest jeszcze w Polsce miejsce na mądre książki. Kto wie, może rok 2001 należeć będzie do Doroty Terakowskiej?

www.empik.com.




Doroto!
Poważyłaś się na decyzję bardzo odważną, ambitną i ryzykowną. Rozpostarłaś swoją Poczwarkę na kanwie, czy raczej nawet na tkance Genezis. Uwierzyłaś w swoje możliwości. Uwierzyłaś, że ciężar gatunkowy Twojego dzieła uprawomocni taką ścisłą parantelę i ...wygrałaś. Ominęłaś niebezpieczeństwo postawienia Ci zarzutu pretensjonalności. Nie strzelasz w tym dziele z Grubej Berty ziarnkami groszku. Była to również decyzja chytreńka (wybacz jeżeli zabrzmi to cynicznie) - spowodowała bowiem zanurzenie jednym "rzutem" Twojego dzieła w Kosmosie, w tajemnicy aktów tworzenia, w tajemnicy wielorakich znanych i przeczuwanych, nieznanych, a nawet nieprzeczuwalnych i na zawsze dla nas niedostępnych bytów. "Dar Boga" przeznaczony dla rodziców okazał się być również darem dla Ciebie, który Ty przytomnie pochwyciłaś. Okazał się on kluczem do wszystkiego! Otworzył Ci drogę do wielopłaszczyznowej, wielotorowej i wieloproblemowej wypowiedzi. Dał Ci możliwość stawiania pytań w kwestii Spraw Pierwszych. Pytań które wymuszają głęboką refleksję nawet u osobników, którzy na refleksję nie znajdują czasu, nie odczuwają jej potrzeby lub po prostu nie bardzo wiedzą co to za zwierz? Napisałaś książkę wysokiego lotu, bardzo potrzebną i bardzo na czasie.
Odnosząc się do Twojego warsztatu pisarskiego - jego materia trochę faluje. Nie są to jednak góry i doliny - raczej góry i ich szczyty. No, może znalazłoby się jakieś wklęśnięcie. Mieszane uczucia, mówiąc delikatnie, budzi we mnie np. uzasadnienie niewiedzy Adama o istnieniu brata. Przecież przebywamy w tym ciągu powieściowym w nurcie realności! Moim zdaniem z punktu widzenia czystej logiki i prawdy psychologicznej jest ono zupełnie nieprawdopodobne i z niezrozumiałych dla mnie przyczyn odrealnione. Po co Ci był ten nieszczęsny pies? Gdzie, jak ręką odjął podziały się z mieszkania ślady po bracie? Choćby zdjęcia? Dlaczego miałyby być przed nim ukrywane lub zniszczone, skoro nie ukrywano przed nim brata we własnej osobie? Do czego wreszcie potrzebna Ci była ta umowność w rozwiązaniu problemu istnienia brata? Przecież zachowując konsekwencję realności sprawę niewiedzy można było rozwiązać na tysiąc innych sposobów!
Nie rozumiem również powodu "ochlapywania" znienacka pary bohaterów (A&E) mistycznymi mirażami - reagują oni na te cudowności lekkim tępawym zdziwieniem, by zaraz potem przejść nad nimi do (jak to się mawia) porządku dziennego. Co chciałaś przez to powiedzieć? Wracając do zachwytów, największe uczucie i wrażenie budzi we mnie rozdział "W przeddzień" i umieranie Myszki. Majstersztyk!!!

Barbara B.

Bestseller tygodnia - nowa powieść Doroty Terakowskiej

Dorota Terakowska bije rekordy popularności wśród młodzieży. Jej ostatnie powieści - "Samotność Bogów" oraz "Tam gdzie spadają Anioły" przez długi czas gościły na listach bestsellerów. "Poczwarka" jest wyjątkowa w dorobku pisarki. Po raz pierwszy Terakowska napisała książkę dla dorosłego czytelnika, a ściślej - jak mówi - dla "kobiet myślących i wrażliwych". - Budowałam tę powieść z własnych lęków i wątpliwości wobec siebie - opowiada Dorota Terakowska.
Pisarka od kilku lat jest związana z Wydawnictwem Literackim. Pierwszy nakład jej nowej powieści - 20 tys. egzemplarzy - jest wyjątkowo wysoki, jak na polską prozę współczesną.

Ł.G./Rzeczpospolita 2.03.2001/


Poczwarki

Poprzesnia strona