
Kinga Dunin: Poczucie humoru
Napis: "Międzynarodowy Dzień Samic", a nad nim samice z gołymi
piersiami, o twarzach dzikusek. Jedne za grube, drugie za chude,
wszystkie odrażające, niektóre z papierosami w gębach. W rękach
trzymają pałki, wałki, topory, noże. I to mnie nie śmieszy.
Ogromna sala, a w niej krzątające się kobiety. Jedne w spodniach,
inne w sukienkach albo w jakichś zwiewnych szatach. Ich seksualne
atuty nie są wyeksponowane, ale też trudno odmówić im kobiecości.
Zaraz odbędzie się jakieś spotkanie, przykrywają więc suknem stół,
ustawiają mikrofon, myją okna, zamiatają podłogę, odkurzają krzesła,
niosą siatki z zakupami, przyrządzają kanapki, sałatki, napoje.
Spora grupka zajęta jest szyciem. Do wielkiej płachty przyszywają
napis: RUCH WYZWOLENIA KOBIET.
Tak widzi feministki znany francuski rysownik Goscinny. I mnie to
szczerze śmieszy, a nawet trochę wzrusza. Wyzwalające się kobiety
robią to, od czego chciały się wyzwolić, ale robią to wspólnie i dla
siebie; są w gruncie rzeczy całkiem sympatyczne. Dziewczyny, które
przygotowywały tegoroczną manifę na 8 marca, mówią mi, że u nich też
to tak wyglądało. Widać, od krzątactwa nie da się uwolnić, zresztą -
czy naprawdę tego chcemy?
A teraz pocztówka, którą ktoś mi podesłał - jak rozumiem - też z
okazji 8 marca. Napis: "Międzynarodowy Dzień Samic", a nad nim
samice z gołymi piersiami, o twarzach dzikusek. Jedne za grube,
drugie za chude, wszystkie odrażające, niektóre z papierosami w
gębach. W rękach trzymają pałki, wałki, topory, noże. I to mnie nie
śmieszy. Myślę sobie, że odległość między tymi dwoma obrazkami to
dystans, jaki dzieli nas od cywilizowanego świata. Wiem także, że po
raz kolejny daję dowód mojego braku poczucia humoru. Trudno, Bozia
poskąpiła. I zaraz przypomina mi się jeszcze jedno wydarzenie
związane z tym dniem.
Miejsce - Dom Literatury tuż koło placu Zamkowego, czas - tuż po
zakończeniu manify, czyli dorocznej demonstracji kończącej swój bieg
właśnie na placu Zamkowym, podczas której bawimy się i upominamy o
swoje prawa. W takim to miejscu i czasie odbywa się impreza
zorganizowana przez Wydawnictwo Literackie zatytułowana (cytuję):
"Męsko-damskie potyczki słowne. Kobiety uprzywilejowane, mężczyźni
dyskryminowani. Miła utopia czy realny koszmar. Inspirowane książką
Doroty Terakowskiej "Poczwarka".
Dostałam zaproszenie, jestem w pobliżu, więc zaglądam, nie wiedząc,
czy będzie mnie to bawiło, czy nie, ale wszystko wskazuje na to, że
taki jest cel owego spotkania. Kiedy jedni świętują, inni sobie
żartują. To jeszcze nie zbrodnia, choć gdybym była osobą bardzo
wrażliwą na formy, powiedziałabym, że jest to drobny nietakt. Do
wybaczenia, jeśli będzie to zrobione z wdziękiem i humorem. Poza
autorką wdzięk i humor za prezydialnym stołem prezentują Małgorzata
Domagalik, Dorota Wellman, Tomasz Jastrun i Jerzy Pilch. Czyli
nieźle się zapowiada. A potem już nic nie rozumiem. Najpierw państwo
zastołowi opowiadają, kto u nich w domu gotuje, a Jerzy Pilch
żartuje na temat "swojego męża". Dowcip nie podoba się obecnym na
sali gejom, więc zostają przywołani do porządku - nie mają poczucia
humoru!
Następnie przechodzimy do książki. Ponieważ jestem osobą biorącą
wszystko na serio i ufną jak dziecko, przypuszczam, że musi mieć ona
coś wspólnego z dyskryminacją mężczyzn. Może opisuje jakąś żeńską
baśniową utopię i teraz będziemy się zastanawiać, czy chcielibyśmy
tak żyć? Pilch oświadcza, że czytając tę książkę, cały czas płakał i
nadal płacze, a z łkania tego trudno wydobyć jakąś sensowną
informację. Może chodzi o to, że nie chce być dyskryminowany? Nikt
tego nie lubi, ale żeby aż tak rozpaczać? Próbuję zrozumieć, o co
chodzi - wreszcie łapię!
Książka Doroty Terakowskiej opowiada o dziewczynce z ciężką
postacią zespołu Downa, o dramacie jej rodziców, wreszcie o śmierci.
(Kiedy później przeczytałam tę powieść, okazało się zresztą, że nie
było nad czym tak wylewać łez, bo dziewczynka poszła do nieba,
rodzice rozwinęli się duchowo, a w nagrodę urodziło im się następne
dziecko z odpowiednim IQ. Wtedy jednak tego nie wiedziałam).
Nie dość, że jestem mało rozgarnięta, to jeszcze - jeśli czegoś nie
rozumiem - pytam (trudno mi było uwierzyć, że "męsko-damskie
potyczki" to tylko i wyłącznie chwyt reklamowy). Jaki związek ma 8
marca oraz płciowe potyczki z tragedią dziecka z Downem? I co słyszę
zza stołu w odpowiedzi? Pełen słusznego oburzenia głos którejś z
pań: "Trzeba mieć trochę poczucia humoru!"
|